czwartek, 24 września 2015

DZIEJE TRISTANA I IZOLDY, autor nieznany (wydanie ilustrowane)






Tytuł: Dzieje Tristana i Izoldy (fr. Le roman de Tristan et Isuet)
Autor: nieznany (tekst zebrany przez J. Bédiera)
Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński
Data tego wyd.: 23 września 2015
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 288


Dwa słowa: najpiękniejsza historia o miłości



Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy się ze mną zgodzą. Że niektórzy zamrugają nerwowo, inni skrzywią się, a może ktoś nawet zbierze się w sobie i napisze pod recenzją donośne: "Nie!". A jednak, moi drodzy, historia miłości Romea i Julii mnie nie wzrusza. Szekspir Szekspirem, ale ta opowieść nie ma w sobie nic, co by mną zatrzęsło. Zupełnie inaczej ma się sprawa z Dziejami Tristana i Izoldy.
Tak dla miłości króla Marka, chytrością i siłą Tristan dopełnił szukania Królowej o złotym warkoczu.
Tristan zostaje wysłany przez króla Marka na poszukiwania Pięknej o Złotych Warkoczach, którą władca chce pojąć za żonę. Wyprawa kończy się powodzeniem. Niestety w drodze powrotnej, kiedy Tristan i Izolda zmierzają do Kornwalii, gdzie ma odbyć się ślub Marka ze Złotowłosą, służąca przypadkowo podaje rycerzowi i dziewczynie napój miłosny przygotowany przez matkę panny młodej. Mikstura miała zapewnić Izoldzie szczęśliwe życie przy boku wybranego dla niej męża. Tymczasem to Izolda i Tristan, a nie król Marek, zakochują się w sobie. Izolda mimo wszystko bierze ślub. Kochankowie celebrują swoją miłość potajemnie, jednak w końcu prawda wychodzi na jaw.
Słuchaj, dziewko: masz udać się z Izoldą do kraju króla Marka. Miłujesz ją wierną miłością: weź tedy ten bukłaczek z winem i zapamiętaj te słowa. Ukryj go w taki sposób, aby go żadne oko nie ujrzało i żadne wargi się doń nie zbliżyły. Ale kiedy przyjdzie noc weselna i chwila, w której zostawia się małżonków samowtór ze sobą, wlejesz to wino nasycone ziołami do czaszy i podasz, aby wypróżnili ją wspólnie: król Marek i królowa Izolda. Bacz jedno dobrze, dziewczyno, aby oni sami tylko mogli skosztować napoju. Taka jest bowiem jego moc: ci, którzy wypiją go razem, będą się miłowali wszystkimi zmysłami i wszystką myślą na zawsze, przez życie i po śmierci.
Dzieje Tristana i Izoldy to romans rycerski, co oznacza, że pewna pula cech charakterystycznych musiała zostać zachowana. Dlatego też kobiety są piękne, powabne, eteryczne; krążą o nich legendy, a mężczyźni wyruszają na niebezpieczne wyprawy, by je zdobyć. Rycerze są dumni i honorowi, zdolni do poświęceń dla dobra królestwa i swojego władcy. Otrzymujemy garnuszek tajemniczości celtyckich ziem, średniowieczny klimat starych podań. Otrzymujemy też pokaźny garniec walk, poświęceń i miłości. A tej ostatniej, oczywiście, najwięcej.

Wiele osób zarzuca tej historii fałszywość uczucia. Romans rozpoczyna się nie od pierwszego wejrzenia, nie od nagłej fascynacji, ale od aktu wypicia miłosnego napoju. To przypadek i błąd ludzki sprawiają, że Tristan i Izolda się zakochują. A zakochują się miłością, której nie są w stanie opanować - uczuciem chemicznym, intensywnym, nielogicznym. Jednak podczas lektury nie mogłam przestać myśleć o dwóch aspektach. Pierwszym jest baśniowość historii. Nie można jej traktować dosłownie. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewne formuły oraz rekwizyty mają moc symboliczną. Dlatego właśnie dla mnie Dzieje są historią miłości namiętnej, pełnej pasji, ale też miłości niewinnej. Bo czy winą Tristana lub Izoldy jest to, że poczuli do siebie coś więcej? To postaci tragiczne i cała historia też jest taka. Nie mają wyboru - ich uczucie jest niezamierzone, przecież nikt nie jest w stanie w pełni panować nad własnym sercem. Chaotyczne, czasem nielogiczne zachowania bohaterów, ich schadzki, często prawie całkowicie jawne, ich odsuwanie się od króla Marka, od honorowego postępowania, a jednocześnie nieustanne powroty, może nawet wyrzuty sumienia, to mocny obraz tego, jak skomplikowaną istotną jest człowiek. Zwłaszcza w relacji z drugim człowiekiem lub z konwenansami. Izolda: piękna, delikatna kobieta, okazuje się mieć jednak w sobie niesamowitą siłę i samozaparcie. Nie jest wierna mężowi, ale nie robi tego z nudy, nie robi tego na złość, może nawet nie chce tego robić w ogóle. A jednak ma w sobie spryt, który można chwalić lub krytykować. Tristan - rycerz marzeń, okazuje się być człowiekiem z rysą, mężczyzną, który jednocześnie ma wielki honor i występuje przeciwko niemu. Zarzuca się nawet, że wydarzenia są bezładne, że bohaterowie wciąż i wciąż mierzą się ze swoimi przeżyciami, problemami, rozterkami. Jednak: jak inaczej opisać te wszystkie komplikacje, burzliwe uczucia, niełatwe relacje, w które postaci się wplątały? To trochę opowieść o niebezpiecznym zaślepieniu miłością, a trochę historia miłości pięknej, niewinnej i prawdziwej. Warto też dodać, że Tristan i Izolda nie są bohaterami zawieszonymi bezwładnie w przestrzeni, ale towarzyszy im bardzo ciekawa kreacja bohaterów drugoplanowych, którzy, podobnie jak postaci tytułowe, nie są płaskimi kreacjami.

Niech nie przeraża nikogo data pierwszego ukazania się Dziejów Tristana i Izoldy, niech nie przeraża też nazwisko tłumacza. Nie ma się bowiem czego bać, wręcz przeciwnie: nie wyobrażam sobie, żeby ktoś próbował przetłumaczyć na nowo tę historię. Tłumaczenie Boya-Żeleńskiego jest jasne, komunikatywne pomimo występujących trudniejszych, starszych słów. Można się w to bez problemu wczytać, nie jest raczej potrzebny żaden słowniczek trudniejszych wyrazów. Język jest oszczędny, pozbawiony zbyt patetycznych, męczących opisów czy dygresji. Akcja toczy się od wydarzenia do wydarzenia, chociaż oczywiście nie ominie czytelnika przyjemność zatapiania się w miłosne wyznania.

Na osobny akapit zasługuje wydanie tej książki. Twarda oprawa, mocne szycie, dobrej jakości papier, który nie ma intensywnej, białej barwy, dzięki czemu oczy nie męczą się podczas czytania. Skład książki to piękne odwołanie się do tradycji książki dawnej, tradycji, w której zdążyłam zakochać się w czasie studiów i której szukam we współcześnie wydawanych powieściach czy tomikach poezji. Wydawnictwo MG w tym wypadku przeszło samo siebie. Niech przykładem będzie duża wolna przestrzeń wokół tekstu, dzięki czemu ten "oddycha", a czytelnik nie ma poczucia ściskania, oszczędzania na książce. Żywa pagina, nietypowa numeracja po jednej stronie kart. Cieszy mnie to, że tłumaczenie Boya-Żeleńskiego doczekało się tak estetycznego nowego wydania. Dodam tylko, że czytelnik ma okazję przeczytać wstęp tłumacza z 1917 roku, w którym dowiadujemy się m.in. o historii samej legendy oraz dziejach zebrania różnych jej wersji w całość. Autorem ilustracji zawartych w książce jest Jacques Marie Gaston Onfroy de Bréville (Job), francuski ilustrator żyjący na przełomie XIX i XX wieku. Nie muszę chyba dodawać, jak doskonale oprawa graficzna wpływa na jakość lektury, jak fantastycznie wprowadza czytelnika w nastrój.

Nie jestem pewna, czy Dzieje Tristana i Izoldy są lekturą szkolną, czy poznaje się tylko ich fragmenty. Ja po raz pierwszy usłyszałam o tej historii właśnie dzięki lekcjom języka polskiego. Nie byłam oczarowana. Dopiero później, po latach, zrozumiałam, że jeśli mam wybierać najwspanialszą historię miłosną w dziejach, będą to właśnie Dzieje Tristana i Izoldy. Polecam, sprawdźcie sami. Przekartkujcie, przeczytajcie fragment. Zachwyćcie się tym wydaniem! No i na moment dajcie się po prostu porwać sile uczucia.





KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MG
Więcej o książce na stronie wydawnictwomg.pl

18 komentarzy:

  1. Zgadzam się z każdym słowem Twojej recenzji! "Romeo i Julia" to egzaltacja szczeniaków, które postanowiły zrobić rodzinom na złość i trochę ich poniosło; uczucie między Tristanem a Izoldą, wzbudzone przez magiczny wywar - to tylko symbolizuje siłę miłości, a nie to, że nadeszła nienaturalnie. Fantastyczne wydanie, moje już nieco nadwątlone przez czas, może pora sprawić sobie nowe? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię Izoldy. Nie lubię jej i tyle, tak samo z resztą jak Ginewry. Może to przez lekturę "Maladie" Sapkowskiego (które to opowiadanie jest wariacją na temat legendy), ale zwyczajnie nie lubię. Wiele jest w mitologii celtyckiej podobnych romansów i chyba bardziej pociąga mnie historia Deirdre i Naoise albo Grainne i Diarmuida. Aczkolwiek opowieść sama w sobie przerażająco smutna i piękna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię historię Tristana i Izoldy, jest w niej wiele magii :)

    OdpowiedzUsuń
  4. czytałem wiele razy. Świetna historia. Ale okładka tego wydania nie specjalnie mi się podoba, za to czcionka całkiem przyzwoita.

    OdpowiedzUsuń
  5. Klasyka jest zdecydowanie nie dla mnie...

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie widziałam jeszcze takiego wydania tej historii, ale mówiąc ogólnie to uwielbiam "Dzieje Tristana i Izoldy". Czytałam już kilka razy i na prawdę nie mam pojęcia dlaczego tak mnie poruszyła, bo zazwyczaj nie przepadam za książkami tego typu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że mnie ta książka, czytana w liceum, nie zachwyciła. Ale na pewno warto ją znać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydanie przepiękne, koniecznie muszę je mieć ! I zgodze sie z Tobą - jest to przepiękna historia o miłości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam fragmenty w szkole, dawno temu widziałam też film. Po książkę jednak chętnie sięgnę, aby ją sobie przypomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa! Nie widziałam filmu! Muszę to zmienić!

      Usuń
  10. Była lektura, ale nie spodobała mi się. Zachowanie głównej bohaterki - ta kobieta aż się prosi, żeby uderzyć jej głową o ścianę XD
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie czytałam tej książki w całości. Pamiętam, że jeszcze w podstawówce byliśmy w kinie, a jednak nigdy nie przyszło mi na myśl, by przeczytać całość. Polecę młodszej siostrze, gdyż teraz nieszczególnie ciągnie mnie do takich książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Takiego wydania "Ogniem i Mieczem" szukam :/ W sensie, żeby tekst właśnie mógł oddychać (a trafiam tylko na szkolne potworki w miękkiej oprawie, które mają dwa tomu upchane w jeden).
    W ogóle klasyka miałaby większe powodzenie, gdyby była właśnie tak wydawana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, chciałabym takie wydanie całej Trylogii Sienkiewicza <3

      Usuń
  13. Wywołujesz swoimi postami takie miłe wspomnienia u mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniała recenzja :) Bardzo lubię Tristana i Izoldę. Dodatkowo widzę, że wydało ją wydawnictwo MG. Musi być w pięknej oprawie :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na wpis o czarnych charakterach
    www.nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznam szczerze, że kompletnie nie pamiętam tej lektury i chyba czas sobie przypomnieć...

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj pamiętam, jak wiele emocji wiązało się z tą opowieścią... Werter to przy tym amator. Chyba do niej wrócę. Nie, KONIECZNIE do niej wrócę! (ale za nic, za nic nie podmieniłabym tego wydania na to, które posiadam - czyli BN-owskie hihi)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...